sobota, 18 lipca 2009

Status ...

Jeśli by pytać co takiego się dzieje nowego to można powiedzieć że spokój nastał.
Ostatnio byliśmy z kotami u weta - kontrolnie. Fredzio w trakcie drogi piał jakby go modrowali, Emi - stały bywalec transportera - już od małego wiedziała, że pianie w tym wypadku nic nie pomoże.
Fredzio u weta był jednak dzielny i nie pokazał złych manier, aczkolwiek wcale mu ten dotyk weta nie sprawiał radości. No i wyszło, "utuczyliście Państwo kota", czas przestawić go na inne jadło zatem. "Ale jak że co że niby my??" :D
Dostaliśmy próbki karmy Royal Canin Veterinary, która o dziwo nieźle smakowała futrzastym. Tylko, że dość trudno ją dostać. Będzie trzeba jakoś zamówić.
Oba kotulce dostały jednak sterydy do oka, bo znowu jakieś zapalenie załapały, ale najlepsza rzecz z tej wizyty dla mnie osobiście to Emi i jej zachowanie. Oczywiście wsadzić ją do transportera to wyczyn z podchodami, potem wyciągnięcie kończy się rozebraniem nosidełka. I wtedy jak bierzesz w poczekalni kota na ręce, żeby trochę uspokić głaskaniem, to w mgnieniu oka masz tak okrutną przylepę przy sobie, że aż się przyjemnie robi.
Nie rozpieszczała nas mała za młodego to teraz doceniam wszelakie czułości z jej strony.
A teraz gdy nie mogę ich zobaczyć to zaczynasz zapominać złe zachowanie, wybaczasz pazur wciśniety w głośnik, wybaczasz łażenie po kuchennym blacie - byle je wkrótce zobaczyć, potarmosić niedbale...