Wczoraj zdębiałem.
Przetarłem oczy, a później nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem. Emi dnia wczorajszego podeszła spokojnym krokiem do wyciągnietęgo na dywanie Fredzia i zaczęła go lizać po głowie. Wcześniej się to już zdarzało, ale potem dotarła do uszek małego i tutaj również mycie. Emi robiła to tak pieczołowicie, że Fredzio nawet pisknął z dwa razy. Ciotka nie przestawała jednak, a nawet gdy młokos próbował ją zaczepiać w celu zabawy, ta strzałem z łapy w kudłatą głowę uspokajała delikwenta. Dociskała go wtedy do ziemi i kontynuoowała mycie.
Takiego czyszczenia to mam wrażenie, że Fredek dawno nie widział. Sądze nawet, że to co doświadczył oferowała mu wcześniej jedynie Olcia. Wtedy dostrzegłem i zrozumiałem, że Emi zachowuje się jak matka Fredzia. Nasza księżniczka po prostu poczuła instynkt macierzyński do malca i teraz jasne stało się dlaczego cały czas za nim łazi (właściwie to go nie opuszcza), pozwala mu się bawić jej zabawkami w jej zakamarkach - w tym czasie jedynie go obserwuje. Logiczne staje sie też to, że czułości to wystarcza jej tylko na jedno imię i jest to Fredek.
Słodkie, a za razem lekko kłujące.
Dobrze, że chociaż Fredek ma swej czułości tyle, że wsytarcza dla wszystkich i o każdej porze...
piątek, 17 kwietnia 2009
środa, 15 kwietnia 2009
Fałdka dobrobytu ...
Wszystko zaczyna świetnie się układać. Emi właściwie tylko czeka na to gdy Fredek ją pogoni, a jak się już dopadna to tylko kłaki latają - albo co gorsze nasze nowe zasłonki.
W każdym bądź razie Emi widać polubiła Fredka, a ten natomiast polubił jedzenie. Wczorajsze ważenie wskazało jednoznacznie, że to co poczułem pod dłonią w okolicach podbrzusza Fredzia to zaiste piękna, muskularna FAŁDZIOCHA.
Młody waży juz 4.2kg, a Emi nadal trzyma formę 4.8kg. Dla niej obecność Fredka tylko pomaga utrzymać formę, ten natomiast ma gdzieś wszelkie konwenanse i jak tak dalej pójdzie to strach pomyśleć co za potwór nam wyrośnie :)
W każdym bądź razie Emi widać polubiła Fredka, a ten natomiast polubił jedzenie. Wczorajsze ważenie wskazało jednoznacznie, że to co poczułem pod dłonią w okolicach podbrzusza Fredzia to zaiste piękna, muskularna FAŁDZIOCHA.
Młody waży juz 4.2kg, a Emi nadal trzyma formę 4.8kg. Dla niej obecność Fredka tylko pomaga utrzymać formę, ten natomiast ma gdzieś wszelkie konwenanse i jak tak dalej pójdzie to strach pomyśleć co za potwór nam wyrośnie :)
środa, 8 kwietnia 2009
Powrót
Powroty do domu są zawsze w jakiś sposób zaskakujące i zmiany jakie nastąpiły w znanych ci do tej pory kątach musisz po prostu zaakceptować.
Tak jak przypuszczałem Fredzio podrósł i to całkiem ładnie. Waży już 3.9 kg i stał się wzrostem już tylko o włos mniejszy od Emi. Koty zaakceptowały się całkowicie i jedynie gdy Emi dostanie napadu "wyższości" nad małym i na przykład kiedy wpadnie jej w łapki nowa myszka - wtedy potrafi przerażająco zawarczeć jak owczarek.
Do tego Emi już przestała się aż tak futrzyć i minęły jej problemy zdrowotne czego dowodem jest wzrost wagi do dumnych 4.8kg.
Panienka przeszła drobną zmianę na psychice także. Owa zmiana jakże istotną z mojego punktu widzenia dotyczy jej nastawienia dla dużych. W pierwszym momencie gdy mnie zobaczyła uciekła wystraszona, potem podeszła - obwąchała dokładnie, dopadła walizki otwartej i już potem w niej siedziała. Następnie - gdy zbierałem się do kupy po zmianie strefy czasowej - sama przyszła domagać się pieszczot wystawiając do dłoni brzusio włochaty, wciskając główkę pod rękę. Coś pięknego. To nie ta sama kotka. Zapewne coś podpatrzyła u Fredka. Na dodatek gdy dowiedziałem się, że pierwszy tydzień sterczała przy drzwiach między 18 a 19 (czas mojego powrotu do domu) to aż serce się raduje, bo jednak troszkę tam po kociemu tęskniła.
Fredek zaś od Emi nauczył się jak wskakuje się na blat w kuchni, a taka wiedza w połączeniu z jego upartością sprawia, że trzeba kotka zainteresować czymś innym, bo sam nie przestanie. Poza tym urwis stał się okropny. Nie możesz właściwie nic wykonać aby nie odganiać się od Fredzia. Ale czego się dziwić. Toć to przecież jeszcze dziecinka.
Tak jak przypuszczałem Fredzio podrósł i to całkiem ładnie. Waży już 3.9 kg i stał się wzrostem już tylko o włos mniejszy od Emi. Koty zaakceptowały się całkowicie i jedynie gdy Emi dostanie napadu "wyższości" nad małym i na przykład kiedy wpadnie jej w łapki nowa myszka - wtedy potrafi przerażająco zawarczeć jak owczarek.
Do tego Emi już przestała się aż tak futrzyć i minęły jej problemy zdrowotne czego dowodem jest wzrost wagi do dumnych 4.8kg.
Panienka przeszła drobną zmianę na psychice także. Owa zmiana jakże istotną z mojego punktu widzenia dotyczy jej nastawienia dla dużych. W pierwszym momencie gdy mnie zobaczyła uciekła wystraszona, potem podeszła - obwąchała dokładnie, dopadła walizki otwartej i już potem w niej siedziała. Następnie - gdy zbierałem się do kupy po zmianie strefy czasowej - sama przyszła domagać się pieszczot wystawiając do dłoni brzusio włochaty, wciskając główkę pod rękę. Coś pięknego. To nie ta sama kotka. Zapewne coś podpatrzyła u Fredka. Na dodatek gdy dowiedziałem się, że pierwszy tydzień sterczała przy drzwiach między 18 a 19 (czas mojego powrotu do domu) to aż serce się raduje, bo jednak troszkę tam po kociemu tęskniła.
Fredek zaś od Emi nauczył się jak wskakuje się na blat w kuchni, a taka wiedza w połączeniu z jego upartością sprawia, że trzeba kotka zainteresować czymś innym, bo sam nie przestanie. Poza tym urwis stał się okropny. Nie możesz właściwie nic wykonać aby nie odganiać się od Fredzia. Ale czego się dziwić. Toć to przecież jeszcze dziecinka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)