piątek, 27 lutego 2009

Odkurzacz ...

Fredek to mały odkurzacz. Inne słowo tutaj nie pasuje. Zajada praktycznie wszystko co mu wpadnie do miseczki, i wszystko co cioteczce wypadnie z paszczy podczas gryzienia. Dodatkowo Emi nauczyła go, że jak się kroi kuraka lub inne mięsiwo na blacie to trzaba donoście skomleć i się ocierać. Fredzio robi dokładnie to co Emi, tylko że o pół oktawy wyższym, bardziej piskliwym głosem. Komedia na całego.
Warto wspomnieć, że Fredzio oczywiście jak przystało na młodego osobnika wcina karme dla dorosłych, a Emi w tym czasie wcina kittena - kompletne pomieszanie. Ale Emi wybaczamy, bo bidulka nadal ma jakieś problemy żołądkowe i to od kilku dni. Prawdopodobnie kłaczki, dlatego że wciąż linieje okrutnie. W każdym bądź razie myślę, że idzie na lepsze. Na pewno w kuwecie idzie lepsze, bardziej soczyste :D

Hmmm kotulce zadecydowaly ze jedna kuweta służy do lekkich spraw, a druga do poważniejszych, bardziej ciężkich ... Hmmm :) Przynajmniej wiadomo co się święci po wyborze kuwety.




poniedziałek, 23 lutego 2009

Tarasik ...

Zbliża się wiosna i włączył mi się tryb myślenia o wybiegu dla kociastych. Żeby tak to wszystko jeszcze było moje to by nie było nad czym się zastanawiać

niedziela, 22 lutego 2009

Tydzien ...

Ciąg dalszy dokocenia.

To raptem tydzień jak nasza rezydentka otrzymała od nas prezent, jakiego niekoniecznie pragnęła, a już kotulce zachowują się jak kumple. Emi coraz bardziej przekonuje sie do Fredzia, rozumie do czego TO małe jest i że z TYM czymś da się nawet bezpiecznie żyć. Nie ma już fukania, ni też syczenia. Są za to zabawy i gonitwy poranne. Dzisiaj rano mieliśmy gigantyczny pokaz szybkości i wymiany ciosów. Oko się aż raduje - telewizor zbędny.


Fredzio to niezwykle ciekawski kotek. Uwielbia polować na wszystko co jest mniejsze od niego. Obecnie na topie obok myszek są guziki wszelakiej maści (od poduszek, spodni, koszuli). Słowem pokaż guzik, spraw aby lekko drgnął na oczach Fredzia, a potem pożegnaj się z guzikiem.
Polowanie odbywa się też na wszelkie sznurki na przykład od bluzy z kapturem, sznurowadła przy butach i inne podobne. Na szczęście Fredzio nie gustuje w kabelkach lub nie wie, że je też można upolować.
Swoją ciekawością spowodował nawet, że część wąsów z prawej strony sfilcowała mu się przy końcówkach od świeczki. Przecież dziób w płomień trzeba włożyć.

W przypadku Emi jednak mamy nadal oziębłość wobec nas. Jakiekolwiek oznaki czułości z jej strony to obecnie wyjątkowa rzadkość. Kiedyś chociaż przed zaśnięciem pojawiała się w sypialni, aby pougniatać pościel i wymusić trochę pieszczot. Teraz, od kiedy młody wyleguje się w naszych głowach, ona nie chce nawet próbować. Oddała łóżko bez walki.
Dziś rano przyszła na chwilę, kiedy to Fredzio przeniósł się na parapet. Zaczęła ugniatać, Fredzio to usłyszał, zaatakował i Emi już nie było. Także w przypadku Emi jej życie wywróciło się doszczętnie i teraz nie ma co spodziewać się tego jak było, a trzeba czekać nowego...

Do tego Emi ofutrzyła się i mamy kłaki wszędzie. Pijesz herbatę i wyciągasz kłaka z ust, jesz obiad a do widelca przyklejony kłak itp.
Dywan cały niebieski. Ubierasz się i masz na sobie futro gratis. Ale co począć - na szczęście niedługo wiosna

piątek, 20 lutego 2009

Otwieramy szampana ...

Myślę, że śmiało można powiedzieć "dokocenie zakończone". Teraz mam już dwa koty. Po przyjściu z pracy standardzik - jedzonko, potem drobne przeciąganie i szok ... kotulce zaczynają się ganiać i nagle widać jedną wielką kulkę niebieskiego

Pozostawiam bez komentarza.




czwartek, 19 lutego 2009

Ciotka, jakaś ty wolna ...

Czasami miewamy w domu pociąg towarowy. Bywa, że prowadzi lokomotywa, a czasami pierwszy pędzi wagonik, za którym próbuje nadążyć lokomotywa.
Jak się uda to ciuchcia zatacza dwa pełne koła wokół wersalki, a czasami nie wyrabia i hamuje na ścianie. Wtedy jest czas aby poddusić wagonik, sprowadzić go do parteru i pokazać, że bez lokomotywy to w tym domu to nic się nie kręci. Czasem jednak wagonik się buntuje i posyła szybki, bardzo szybki strzał z łapki w dużą "kabinę" lokomotywy, która zaskoczona arogancją odskakuje.
Kara jednak nadchodzi szybko i wagonik znów kołami do góry walczy o przewagę.
Jest jednak coś gdzie wagonik góruje. Rzucisz myszkę na tory, a nim lokomotywa ją zlokalizuje, wagonik już jest w połowie drogi. Stawiasz jedzonko, a wagonik już ma głowę w miseczce nim ta zetknie się z ziemią. Wyciągasz wisielca na sznurku z szafy i zauważasz, że wagonik już dawno zawisł na pluszowym truposzu.
Lokomotywa staje wtedy bezradna i patrzy jak wagonik pędzi na przełaj wbrew ustalonym przez nią torowiskom ...

środa, 18 lutego 2009

Przełom ...

Hehe!! Wołowinka dobra na wszystko. Kotulce zjadły ładnie po kawałeczku miąska i humory się poprawiły, a Emi to przeszła samą siebie. Co prawda miałem Fredzia na ręcach gdy to sie stało, ale ta polizała go po główce, następnie polizała mu uszko i obwąchała mu łapkę :D

Ależ się cieszę ...

Łup go w głowę ...

Z ostatniej chwili.
Próba pobudzenia do życia Emi poprzez machanie patykiem z piórkami skończyła sie na tym, że Fredek biegał jak szalony obijając sie o co tylko możliwe. Natomiast księżna Emi jedynie sporadycznie machała łapką tylko gdy patyk znalazł się w odpowiedniej ogległości od jej głowy, czyli na wprost, gdzie wiadome było że dosięgnie.
Fredzio nie padł ze zmęczenia, padłem ja, więc wsunąłem patyk w fotel tak, żeby majtała się jego końcówka. I faktycznie sprowokowala bezczelnie zwierzaki. Fredzio - furia, Emi - ruszyła się nawet z miejsca. Coż, ale ruszyła się tylko po to aby podejść do Fredzia i pacnąć go łapką w głowę ... Fredzio otrząsnął się z mroczek i dalej mordować ... Emi odeszła.
Hmmm - jaga mówi, że w domu to Gru mu kilka razy w ten sposób tłumaczyła zasady agirajowe ... nareszcie Fredzio poczuł sie jak w domu :D

NiemożliFe? A jednak ...

Niemożliwe - to słowo najczęściej pojawia się u nas na ustach od kiedy wprowadził się Fredzio.
Niby człoFiek ma kota, niby wie co to znaczy, a jednak gdy pojawił się nowy członek rodziny dostrzegasz, że tak wiele jeszcze nie odkryłeś, że tak wiele masz do doświadczenia.
Całe mnóstwo naszych spotrzeżeń dotyczy kontrastu tego co zaserwowała nam Emi, a czym obecnie raczy nas Fredzio (i pośrednio znów Emi).
"Niemożliwe", słyszę gdy kot sam pcha ci sie na kolana, strzela baranki po czym usypia na tych samych kolankach, a kiedy zaśnie to możesz mówić, wiercić się, przenieść takiego flaczka na inne kolanka i nic się nie dzieje. Nic! Utrzymuj poziom pieszczot na tym samym poziomie, spraw żeby to trwało, a kot nie ucieka, tylko się przewraca na drugi bok!
Ha! "Niemożliwe" - możesz nawet oddychać, pozwolić odpocząć stopom unosząc nogi i kotu to nie przeszkadza - naprwadę nic :)
"Niemożliwe", ze kot może reagować świadomie na swoje imię. Wołasz, a kot pędzi - nie ociąga się, a pędzi. Po czym pytająco oczekuje odpowiedzi wezwania.
"Niemożliwe", że woda zamiast desperackiej walki o życie może powodować na twarzy kota jedynie zdziwienie. No woda oj no zmoczyłem się troszkę - powiedzał Fredzio wpadając do wanny.
"Niemożliwe", jest przecież że ten sam kot swoim mruczeniem potrafi cię zbudzić w środku nocy, potem zdeptać po twarzy, a na koniec spojrzeć ślepkami domagającymi się pieszczot, a ty zaczynasz się smiać.
Niemożliwe? A jednak. Fredzio to kotek zupełnie inny od Emi, która także pokazała, że można o niej mówić w podobny sposób.
Czy jest "niemożliwe", iż kot ma tysiąc spraw na głowie i nie wysiedzi na kolankach dłużej niż 10 minut??
Czy to "niemożliwe" żeby kot się na Ciebie obraził i dąsał godzinami, a nawet dniami?
Teraz wiem, że to możliwe...
Czy to "niemożliwe" żeby kot wzbudzał w tobie poczucie winy?
Możliwe...
Czy to "niemożliwe" żeby po dokoceniu kot zaczął okazywać ci więcej czułości??
Ciagle staram się o tym przekonac ;)

Emi czuje się lepiej, ale do pełni radości jeszcze daleko...

To niebieskie to moje ramię ;)

wtorek, 17 lutego 2009

Schody...

Chciałbym nawet bardzo napisać dzisiaj coś radosnego, ale jest dość trudno w takiej chwili. Księżniczka jak przystało na arystokrację podczas mojej nieobecności podobno cały czas spała na pufce. Nawet jak przyszedłem to nie chciało jej się przywitać. Myślałem sobie, że znowu foszek się pojawił, ale gdy nie zareagowała na patyka z piórkami to wiedziałem że jest źle. Potem już było gorzej, Emi zwymiotowała dwukrotnie i na koniec załatwiła się zdecydowanie za luźno...
Leki podane, trzymam kciuki - zobaczymy rano, ale stresik zapewne jej nie pomaga - czas dokocenia wydłuża się zatem...

poniedziałek, 16 lutego 2009

Syrenka, albo lepiej Syren ...

Ciąg dalszy prezentacji Fredzia.

Kruszyna jak czuje się zaniepokojony to wyje, jak na chwilę włączona syrena alaramowa. Robi donośne Mriaaauuuuu.. po czym czeka na reakcje Dużych, którzy posłusznie biegną zobaczyć czy aby krzywda się nie dzieje. Oczywiście że nie, ale i tak biegniemy.
Wtedy wystarczy pochylić się nad malcem aby wyłapać solidnego baranka. Jak na dość sporawą masę - jest dość szczupły przez co wydaje się bardzo drobny, ale baranki silne



Oprócz koloru - ciemniejszego na rzecz Fredzia, kolejna różnica wykryta między naszymi kotulcami to ugniatanie. Emi ugniata tylko kocyk, a Fredzio cokolwiek mu pod lapy się nawinie. Dodajmy więc do tego policzek, a sprawa staje się boleśnie jasna.



Jeszcze słów kilka o samym dokoceniu. Emi uznaje zwolna, że ten mały to jednak nie zniknie. Nie jest może wyjątkowo szczęśliwa jeszcze, ale daje się już dotykać, a na małego syczy tylko gdy ten z rozpędu wpadnie w nią. Był nawet skromny kisssss
Idzie na dobre.



I na koniec coś co ciocia Emi pokazała Fredziowi - "wode to pijemy ze stołu - TYLKO".

Rzecz o zielonej ....

Jest sobie w mieszkaniu, które obecnie posiadamy - przedmiot domowy "pufką" zwany.
Przedmiot nieurodziwy, zielony i stary, ale najbardziej przez Emi lubiany.
Gdy tylko senność dopada koteczka, zaraz na pufce jest skromna drzemeczka.
Tak było zawsze, do wczoraj, do kiedy nicpoń mały, zajął pufeczkę zupełnie niepytany.
I fuka i syczy na Fredka dzielna koteczka, lecz jemu niestraszna taka cioteczka.
Prychnąć zostaje i odejść gdzieś dalej, trzeba szybko odespać ten czyn zuchwały.

Emi i pufka



Fredek i pufka


13 minut ...

śpię, jest cicho i jestem sama - nareszcie....
ale brakuje czegoś ....
podchodzi, nie widzę ale czuję...
czego chcesz?? przecież cierpię...
bierze mnie na kolana i głaszcze...
jejciu trochę mi tego brakowało, auuć za uszkiem??
naprawdę mi tego brakowało...
jak dobrze, troszkę niewygodnie - nie lubię na kolanach,
ale jak dobrze poczuć ten dotyk na futrze....
truuuu... czy ja zamruczałam?? chyba tak, zamruczałam...
dobrze, że nie jak tamten traktor tylko delikatnie, cichutko niech tylko on usłyszy....
jeszcze z tej strony proszę, oj tak - ale przyjemnie...
sprawdzę i liznę w oko czy to na pewno jest on ... mruuu tak ... jak dobrze ....
już wystarczy....

Zatem zostałem bez kota...

Wczorajszy wieczór upłynął dość spokojnie. Fredzio zjadł ładnie kilka chrupków i jak zwykle mordował myszki. Emi cały czas obserwowała jedynie z pufki. No dobra, nocą rozpoczęła polowanie i podchody małego, a jak go zaczepiła, że ten pędził za nią w różne zakamarki mieszkania to odwracała się i ... już tylko mruczała groźnie... :) Czyżby moment akceptacji był bliski??

Za to połowę nocy Fredzio spędził na swojej opiekunce. Tak, można to już chyba zacząć tak nazywać :/ Fredzio uwielbia pieszczoty TŻta, ja raczej jestem dodatkiem.
Drugą zaś połowę przespał na parapecie.
A księżna Emi?? Cóż, nie przyszła w nocy w ogóle. Spędziła ją osobno w drugim pokoju. Ciekawe ile może wytrzymać bez głaskania? Na razie idzie jej nieźle, a ja ... zostałem więc bez kota...

niedziela, 15 lutego 2009

Cisza przed burzą ...

Ufff.

Oba kotulce regenerują siły przed następnym wspólnym wieczorem. Mam wrażenie, że Emi śpi już tylko dlatego, ponieważ liczy na przespanie obcego. Zapewne myśli, że ten sobie już niedługo pójdzie - kończy się weekend, a dziwne koty znikały zawsze wieczorem. Ale tak było do tej pory :)

Dokocenie idzie całkiem nieźle zważywszy, że nie leje się krew, ani też nie dochodzi do brutalnych łapoczynów. Fredzio okazał się genialnie mądrym koteczkiem, który wie jak postępować z kocią arystokracją, czy też samolubnymi paniusiami :)


Z całego dokocenia zastanawiałem się nad tym "pierwszym spotkaniem". Jak to przebiegnie, który wariant z tworzonych przeze mnie wizji nastąpi?? Najpierw zakładałem, że Emi całkowicie zafurka małego i ten nie będzie w stanie nic nawet zwiedzić.
Potem myślałem, że malec zdobędzie Emi, tak jak w hodowli potrafił wobec innych kotów.
Jak go jednak zobaczyłem, delikatnego, małego, przytulaśnego to byłem przerażony, bo takiego szkraba to nasz potwór po prostu przepędzi. Ale było zupełnie inaczej...


Dojechaliśmy, wreszcie w domu po długiej trasie. Emi wytęskniona, lekko wystraszona. Ale nic, podchodzi i ogląda co przynieśliśmy. A my wtedy prędko - podmiana kuwetki na czystą i wyciągamy malucha wprost na żwirek.
Emi nie reaguje, nie widzi nawet, nie przypuszcza nawet, że zmieniło się właśnie jej życie. Dalej wciska główkę do wyprawki małego oglądając prezenty i wtem ... szmer z kuwety --- zastygła i tak została. Zdążyliśmy pozbierać się z wejścia, a w tym czasie Fredzio zdążył zwiedzić przedpokój i już gnał do pokoju.
Emi nie wytrzymała i fuknęła ostrzegawczo, mimo iż ten nie szedł w jej kierunku - ale fakt mógł jej przecież nie zauważyć, lepiej mu się przypomnieć.
Tymczasem Fredzio, najzwyklej w świecie ją zignorował!! Ta najprostsza czynność, okazała się być najbardziej skuteczna. Tego było za wiele. Emi pobiegła za małym i do końca dnia nie opuszczała go snując się krok w krok jak duch, sycząc lub warcząc na intruza, który na jej nieszczęście nawet nie myślał się wystraszyć (ignorant).

Tak jak myśleliśmy nastąpił mega FOCH naszej kotki. Jeśli uważaliście że byłam oziębła to teraz zobaczycie na co mnie stać :) Próby dotknięcia jedynaczki kończył się miauczeniem a nawet fukaniem. Pozostało nam jedynie zająć się nowym przybyszem, który już mordował pozostawione samopas myszki Emi. Rezydentka natomiast nie potrafiła zrozumieć co się dzieje. Przecież syczę, a ten brzdąc świetnie się bawi - dlczego? Co zrobiłam nie tak? Może jeszcze raz syknę... Nie wytrzymała. W chwili w któej Fredzio mordował na wpół rozłupaną myszkę, Emi wyrwała z wyprawki patyk z piórkami i zaczęła go mordować mówiąc "patrzcie ja też się bawię" :)

Noc spokojna choć Emi z 10 razy odwiedzała kuwetę szukając w niej sekretnego przejścia do sąsiada pod nami. A Fredzio wtulała się w nas, terkotał nam, wcisnął się pod kołderkę i nic nie robił sobie z furczącej wściekle ciotki, która przecież nie dostała swoich głasków tej nocy.... nad ranem Emi usnęła w innym pokoju, a Fredzio na parapecie okna sypialni...

Rano, już jest inaczej. Emi standardowo dostając głopawki chciała poszaleć, ale jak? Przecież ciągle kręci się tutaj jakiś mały szary koleś. Postanowiła, że zaryzykuje i skoczyła wjego kierunku, aby gracją skoku pokazać mu kto tu rządzi. Wyszło jednak tak, że koncentrując się na Fredziu źle wymierzyła i z gracją to może spadła z pufki na która skoczyła. :)
Ale Fredzio zaskoczył - podłapał, że trzeba pogonić i już razem na drapak, ale Emi szybki zwód i już --- sykkkk, żartowałam - nie goń mnie....







I stało się ...


Jeśli pomyśleć dłużej to mniej więcej rok temu wysłałem swoją wiadomość do jagi, że tak oto właśnie jesteśmy gotowi na pierwszego w swoim życiu --- kota. Nie byliśmy wtedy jeszcze nawet określeni i gdyby ktoś wtedy powiedział mi, że w przyszłym roku będę miał już drugiego to kazałbym mu popukać się w głowę.
JA, który myślałem jedynie o psach, jako zwierzętach domowych teraz mam w domu drugiego kota! Niemożliwe? A jednak, stało się. 14 lutego dołączył do naszego grona mały Sigmunt Freud.


Urodził się jako pierwszy z grona 4-ch braci i chcąc nie chcąc sam mu wybrałem imię nie wiedząc, że to dla własnej pociechy.


Niesamowicie przystojny kawaler, który przypominał mi swojego czasu Emi okazał się być zupełnie innym kotkiem niż jego ciotka, zarówno z wyglądu jak i zachowania.
Fredzio ma bardziej szpiczasty wygląd i w chwili obecnej jest wyjątkowo smukły, w wyniku czego w ogóle nie widać jego masy. W pierwszej chwili pomyślałem o nim -- "mały szczurek" :). Ma dość szpiczaste kształty główki i duże uszy. Ale to co jest niesamowitego we Fredziu to jego zainstalowane moduły:
  • Terkotka - jeśli sądziłem, że słyszałem już terkoczącego kota to byłem w błędzie, oj i to dużym. Emi terkocze delikatnie, prawie świergoląc. Fredzio terkocze jak rasowy traktor! Jeśli w takim wieku wydobywa tak głośny terkot to za rok będzie budził sąsiadów - daje słowo.
  • Nakolankowo/Przytulankowy - czy musze o tym pisać?? ;) Fredek na razie ma sprawny modulik i to w wersji professional wystarczający do obsługi dwóch Dużych, stęsknionych za taką formą kontaktu z futrzastymi :) Znawcy tematu wiedzą, że arystokratka Emi, to może i ma modulik, ale na pewno jakiś czas temu przegrzał się :)
To by było na chwilę obecną tyle .... o dokoceniu napiszę później, ale nie wygląda to źle ;)