poniedziałek, 16 lutego 2009

Zatem zostałem bez kota...

Wczorajszy wieczór upłynął dość spokojnie. Fredzio zjadł ładnie kilka chrupków i jak zwykle mordował myszki. Emi cały czas obserwowała jedynie z pufki. No dobra, nocą rozpoczęła polowanie i podchody małego, a jak go zaczepiła, że ten pędził za nią w różne zakamarki mieszkania to odwracała się i ... już tylko mruczała groźnie... :) Czyżby moment akceptacji był bliski??

Za to połowę nocy Fredzio spędził na swojej opiekunce. Tak, można to już chyba zacząć tak nazywać :/ Fredzio uwielbia pieszczoty TŻta, ja raczej jestem dodatkiem.
Drugą zaś połowę przespał na parapecie.
A księżna Emi?? Cóż, nie przyszła w nocy w ogóle. Spędziła ją osobno w drugim pokoju. Ciekawe ile może wytrzymać bez głaskania? Na razie idzie jej nieźle, a ja ... zostałem więc bez kota...

3 komentarze:

  1. no cóż, to było do przewidzenia - że zostaniesz dodatkiem..... :):):)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja wierzę, ze Emi w końcu minie FOCH i dotrze do ksiązęcej głowki, ze o kolana trzeba zawalczyc :)

    OdpowiedzUsuń
  3. też mam taką nadzieję - dzięki za wsparcie ;)

    OdpowiedzUsuń