Tak wiele się wydarzyło poza życiem naszych kociastych, że nie było nawet kiedy odkurzyć wątku, a jak się czas znalazł to i chęci nie było.
Na chwilę obecną jesteśmy zdrowi choć jutro kontrolnie zabieramy
Emuche do weta - bidula zapomniała już do czego służy transporter. Minęły dwa lata więc trza by może o szczepieniu pomyśleć - zobaczymy co powie wet.
Emi pewnie się zdziwi, bo ostatnio to gdy w ruch szedł transporter, to w środku lądował
Fredek. Jutro
Fred zwieje zapewne, a
Emi będzie lekko zaskoczona.
Upłynęło już tyle czasu, że gdy dotarłem do starych zapisków z pierwszego forum, to zdębiałem czytając jak to
Emi dawkowała czułości. Trudno powiedzieć czy to sprawka
Fredka, ale obecnie bywa że mam dość jej umizgów i wymuszonego wpychania głowy pod ramię celem pieszczot.
Zmieniła nam się bardzo mocno
Emi. Jest przytulaśna i nawet potrafi przyjść na zawołanie nie wspominając o pokazaniu jej grzebienia. Wtedy przybiega na kolana jak pocisk wystrzelony z procy.
Z
Fredem natomiast od czasu do czasu musimy pokazywać sobie kto jest tym najważniejszym kotem w domu. Oj zdarza mu się nawet fuknąć na mnie, ale co zrobić - ustąpić? Ehh - czesania to on zdecydowanie nie lubi, ucieka - a Duży wtedy cierpliwie przyprowadza go spowrotem. Wtedy wie, że ucieczka nic nie daje to mruczy groźnie pod nosem i zamiata ogonem, ale wyczesać trzeba :)
Raz obraził się na mnie i unikał nawet. Gdy zaczepiałem
Emi zabawką, to ten stanął w progu salonu i obserwował tylko (gdyby nie foch to już by był na miejscu cioteczki). Przebaczyliśmy sobie jednak i coż chyba zrozumiał, że nie ma co ze mną wojować....