piątek, 17 kwietnia 2009

Matkowanie ...

Wczoraj zdębiałem.
Przetarłem oczy, a później nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem. Emi dnia wczorajszego podeszła spokojnym krokiem do wyciągnietęgo na dywanie Fredzia i zaczęła go lizać po głowie. Wcześniej się to już zdarzało, ale potem dotarła do uszek małego i tutaj również mycie. Emi robiła to tak pieczołowicie, że Fredzio nawet pisknął z dwa razy. Ciotka nie przestawała jednak, a nawet gdy młokos próbował ją zaczepiać w celu zabawy, ta strzałem z łapy w kudłatą głowę uspokajała delikwenta. Dociskała go wtedy do ziemi i kontynuoowała mycie.
Takiego czyszczenia to mam wrażenie, że Fredek dawno nie widział. Sądze nawet, że to co doświadczył oferowała mu wcześniej jedynie Olcia. Wtedy dostrzegłem i zrozumiałem, że Emi zachowuje się jak matka Fredzia. Nasza księżniczka po prostu poczuła instynkt macierzyński do malca i teraz jasne stało się dlaczego cały czas za nim łazi (właściwie to go nie opuszcza), pozwala mu się bawić jej zabawkami w jej zakamarkach - w tym czasie jedynie go obserwuje. Logiczne staje sie też to, że czułości to wystarcza jej tylko na jedno imię i jest to Fredek.
Słodkie, a za razem lekko kłujące.
Dobrze, że chociaż Fredek ma swej czułości tyle, że wsytarcza dla wszystkich i o każdej porze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz