piątek, 30 października 2009

Tapczan ...

typu "finka", dosunięta do ściany sprawia że nie ma za nią kompletnie żadnego miejsca. Tak przynajmniej sądziełm. Jeśli jednak się uprzeć to miejsce się znajdzie, na pewno dla kota - średniego Maine Coon'a. Ale jak się tak naprawdę uprzeć to nawet dla drugiego kota -- dużego Maine Coon'a.
Jak sprawić aby średni i duży MCO, mimo braku miejsca znalazł się za kanapą? Wystarczy zamówić sobie stolik RTV i poprosić ekipę o wniesienie zestawu do salonu. Wydarzenie przecież tak straszliwie przerażające, tak brutalnie uderzające w przestrzeń kota musi być odregowane.
Stolik kosztował całkiem sporo, ale zobaczyć dwa MCO ściśniete za wersalką, patrzące wielkimi, wystraszonymi oczyskami na ciebie - bezcenne...

jeszcze na starych smieciach ...

poniedziałek, 19 października 2009

Idzie zimia, to pewne ...

Jak to poznać? To bardzo proste. Standardowo wyciągniesz ze swojego obiadu średnio 1 do 2 włosów dziennie. To normalne, przecież to futro musi gdzieś się poniewierać. Jeśli zaczynasz wyciągać kłaki już z każdego posiłku to znaczy, że futrzaki wyczuły chłodek i przygotowują się do zimy. :)
Jest jeszcze jeden stan o którym boję się teraz pomyśleć. Ale to nieuniknione. Wiosna nadejdzie, a wtedy to już nie przejmujesz się futrem we własnych ustach czy też w jedzeniu. Akceptujesz to i od czasu do czasu zażywasz pasty na odkłaczanie. Gdy Emi była sama było to bardzo silne doznanie. Teraz będziemy mieli dwa razy więcej :) Sama radość.
Fredosław to prawdziwy Misio! Śpi jak człowiek, nie przeszkadza mu zupełnie nic. Kiedy kładę się spać obok TŻta ten już leży tam od dawna. Jeśli go strząśniesz to i tak wróci i wciśnie się pomiędzy dużych lub w moje nogi.
Co się tyczy Emi to RAZ udało jej się zasnąć na mnie wtulonej w ramię. Ehhh przyjemne uczucie, ale niestety ona nie obdarza pieszczotami nadmiernie.
Jednym z ostatnich jej fetyszy jest ocieranie się o nogi w łazience kiedy chciałoby się chwilę pobyć raczej samotnie :)
Wystarczy że usiądziesz na desce, a Emi już zaczyna się ocierać i mruczeć. Ehhh dziwne te kocie zwyczaje.
Kilka dni temu zrobiliśmy z TŻtem oficjalne oprowadzenie po nowej "otwrtej" przestrzeni. Ale było wrażeń! Najwidoczniej wiaterek w futro to z pewnością będzie coś co spodoba się kotulcom... tymczasem idzie zima i będzie trzeba jakoś wytrzymać w zamknięciu.



a niedługo misio ma urodzinki ...


czwartek, 1 października 2009

Nowości ...

Nowe miejsce, nowe zapachy i dźwięki. Wszystko nowe. Emi podejrzewała coś przez transportery widoczne w przedpokoju całymi dniami, gdy my w pocie czoła znosilismy kartony. Niesamowite jak sprytna kotka potrafi wyczuć ludzkie intencje i zamiary. Kiedy po raz ostatni wrócilismy zabrać już nasz zwierzyniec to oczywiście Emi schowała się już wcześniej przed nami i po raz pierwszy od dłuższego czasu cichutko piszczała w transporterze. Dawno tego nie robiła, w zasadzie to nigdy. Fredzio zawsze pieje w transporterze wiec to normalne, ale Emi najwyraźniej czuła że tym razem ta wyprawa dotknie ją również.
I stało się. Otwieramy transporter i pierwsza zostaje wypuszczona Emi - nasza panna na włościach.
Jak za pierwszym razem, puszczamy ją zaczynając od kuwety - ważne że ze starym żwirkiem. Reaguje dość panicznie. Szybko wymija nas i ze spuszczoną kitą oglądała teren, pierwszy pokój potem następny i oceniła że najpewniej to czuje sie w sypialni. W sumie tylko tutaj mogła poczuć sie najbardziej podobnie do starego miejsca, bo i już z lekka obszarpany drapak tuż obok łóżka trzymał znajome zapachy.
Fredek puszczony tak samo wpierw z kuwety. Ten jednak nie przejmował się zbyt wiele. Bardziej bał się tego jak reaguje Emi na nowe hałasy niż nowym otoczeniem. Od razu upodobał sobie małą półkę nad zlewem i choć prawie z niej spadał uparcie twierdził, że tam właśnie jest mu najlepiej.
Emi jednak nie doceniła nowej przestrzeni i cały wieczór bacznie wszystko wąchała. Każdy hałas powodował ewakuacje do sypialni, i jedynie tam gdzie porządnie się poobcierała, kita nieznacznie szła jej do góry.
Nocą zaczęło sie pianie. Emi pokazywała swoje niezadowolenie. Obraziła się na głaskanie, niczego nie chciała, nic ją nie bawiło, ale poźniej było słychać chrupanie w nocy. Wyszło więc jednak, że idzie na dobre, że już się tak nie boi jak zaraz po przyjeździe.
Fredzio kompletnie zignorował brak starych zapachów. Ba! Poczuł nawet, że tutaj jest mu tak samo dobrze. Blat w kuchni też nadaje się do spania i szperania, miska ciągle pełna chrupków, czego tutaj chcieć więcej? No może nowego zakątka w szafie, które Fredzio uważa już za swoje.
Emi w wynajdowaniu skrytek nie pozostaje w tyle. Otóż kanapa, która wydawało się, że jest wszedzie zszyta, ma jednak szparę do której wprawna kotka spokojnie sie wciśnie. Jest też w szafie taka przegródka, idealna przecież dla kota, z każdej strony otoczona deskami. Skrytka jest doskonała dla wystraszonego kotka. I oczywiście z łóżka to też można wskoczyć na górne półki w szafie przesuwanej, gdy tylko ta pozostanie przez nieuwagę otwarta. A nawet jesli nie jest otwarta to Emi łapką sobie i Fredkowi otworzy przecież.
Minęło kilka dni i futrzaki czują się coraz pewniej. Kity już w górze, choć nadal lekko płochliwe.
Sami też uczymy się wiele. Na przykład że w kuchni otwarte okno może zostać wykorzystane przez kociastych na spacery --- po dachu!! Raz przyłapałem tam Fredka. Na szczęście tylko wdychał chłodne wieczorne powietrze. Innym razem Emi już chciała zwiedzać sąsiedni teran z tarasiku bo nie zauważyłem, że zostawiłem uchylone wejście!! Oj bedziemy mieli jeszcze kilka miejsc do zabezpieczenia, ale to wkrótce, najważniejsze że nowe miejsce jest już po części zaaprobowane...