czwartek, 1 kwietnia 2010

Głuptasek ...

Ja po prostu nie wiem. Dla mnie Fredek to taki mały głuptasek flejtuchowaty - ale przy tym bardzo słodki.
Jest inny niż Emi, niby mniej konfliktowy, bardziej spokojny, mniej nerwowy, ale jednak jakiś taki głuptaskowaty :)
Oczywiście jak TŻt to przeczyta to dostanę po głowie - to jej przecież kotek i jest on najmądrzejszy na świecie, ale ja jakoś w to nie wierzę :P
Potrafi być jednak wybitnie słodkawy, szczególnie jak chce mu się spać. Potrafi przyjść i uwalić swoje ważące już blisko 7kg cielsko w pozycji, która jest dla Ciebie całkowicie niewygodna. Potrafi przyjść i zdzielić Cię takim barankiem, że możesz mieć guza na czole. Jego terkot zbudzić potrafi sąsiada i może dlatego jest właśnie słodkawy - taki misio.
Na dodatek Fredek właściwie niczego się nie boi oprócz: odkurzacza i własnego transportera :) Nawet psikacz robi na nim średnie wrażenie. Raz przyłapaliśmy go jak pluskał się w misce z wodą przypadkiem zostawionej na podłodze.
Czasem od świeczki futro opali sobie, chodzi ze żwirkiem przyklejonym do futra przez dobę, tam się nie domyje tu się nie domyje. Potem położy się w kołtunach leżących na parkiecie. Gdy narobi w kuwecie to zasypuje to godzinami szorując kafelki i ścianę w łazience. Czesania to on nie lubi wcale - mruczy groźnie wtedy i próbuje ucieczek (w sumie jak na samca przystało to właściwie normalne zachowanie ;)).
On taki właśnie jest taka durnota futrzasta, niedożywiona wiecznie ... ale nasza słodzina to przecież :) ....




WIęcej ...

Byłem taki zabiegany, że faktycznie zapomniałem o jej urodzinkach. Nie zapomniałem jednak tegoż dnia dać pyszną puszeczkę - tym razem z krabami i kurczakiem.
Z puszeczki Gimpet'a Emi uwielbia najbardziej galaretkę :) Jak wysiorbie wszystko ze swojej miseczki, zaraz pcha łepetynę w miskę Freda. Ten zaś z puszeczek to najbardziej lubi - suchą karmę. Co prawda widząc Emi podnieconą otwieraniem puszeczki też skomle, też się łasi - co wymusza użycie dwóch miseczek i równego podziału. Jednak chwilę po tym, jak dostanie swoją porcję, trochę skubnie, tam spojrzy i powącha, a po chwili szuka czegoś innego i patrzy się Ci w oczy sprawdzając czy nie ogłupiałeś, dając mu takie jedzenie.
Emi w tym czasie zasuwa językiem tak szybko, że aż się krztusi prawie.
Przyjemny to widok - gdy kot twój zajada z apetytem.




środa, 31 marca 2010

Pieszczoch ...

A zatem Viola zgadła :) to jest brzuszek Emi. Wraz z drugimi urodzinami Emi widać że dorośleje i zaczyna coraz bardziej być miziastym kotką. Oczywiście nadal to Ona musi mieć ochotę na pieszczoty, bo wzięta na ręce to długo nie posiedzi na kolanach, ale jak ma dzień to czsami mam jej dość :)
Najbardziej trafia ją rozpustny dzień gdy jestem w domu dłużej, na przykład w weekend. Wtedy jakby oswajała się z obecnością - wyczuwała lenistwo u swego Dużego i po chwili zaczyna się. Nagle, wogóle nie proszona potrafi przybiec, po czym miaucząc wskoczyć na kolana, wtulić się, strzelać baranki już cichutko mrucząc. Następnie pręży się na wszystkie strony, ugniata koc wokół siebie, ale trzeba trzymać na niej rękę, bo inaczej zaraz jej szuka i zmienia pozycję. Po czym wystawia brzuszek. I to nie jest takie zwykłe - o patrz Duży - oto mój brzuszek. To jest takie dłuuugie prężenie, przeciąganie się, gdzie cały MainCoonoway, niebieski brzuszek jest gotowy na odbieranie pieszczotek.
Potem kicia zasypia na swoim Dużym, tak po prostu - chyba szczęśliwa.
I te zdjęcia poniżej są właśnie z owego szaleństwa.