czwartek, 1 października 2009

Nowości ...

Nowe miejsce, nowe zapachy i dźwięki. Wszystko nowe. Emi podejrzewała coś przez transportery widoczne w przedpokoju całymi dniami, gdy my w pocie czoła znosilismy kartony. Niesamowite jak sprytna kotka potrafi wyczuć ludzkie intencje i zamiary. Kiedy po raz ostatni wrócilismy zabrać już nasz zwierzyniec to oczywiście Emi schowała się już wcześniej przed nami i po raz pierwszy od dłuższego czasu cichutko piszczała w transporterze. Dawno tego nie robiła, w zasadzie to nigdy. Fredzio zawsze pieje w transporterze wiec to normalne, ale Emi najwyraźniej czuła że tym razem ta wyprawa dotknie ją również.
I stało się. Otwieramy transporter i pierwsza zostaje wypuszczona Emi - nasza panna na włościach.
Jak za pierwszym razem, puszczamy ją zaczynając od kuwety - ważne że ze starym żwirkiem. Reaguje dość panicznie. Szybko wymija nas i ze spuszczoną kitą oglądała teren, pierwszy pokój potem następny i oceniła że najpewniej to czuje sie w sypialni. W sumie tylko tutaj mogła poczuć sie najbardziej podobnie do starego miejsca, bo i już z lekka obszarpany drapak tuż obok łóżka trzymał znajome zapachy.
Fredek puszczony tak samo wpierw z kuwety. Ten jednak nie przejmował się zbyt wiele. Bardziej bał się tego jak reaguje Emi na nowe hałasy niż nowym otoczeniem. Od razu upodobał sobie małą półkę nad zlewem i choć prawie z niej spadał uparcie twierdził, że tam właśnie jest mu najlepiej.
Emi jednak nie doceniła nowej przestrzeni i cały wieczór bacznie wszystko wąchała. Każdy hałas powodował ewakuacje do sypialni, i jedynie tam gdzie porządnie się poobcierała, kita nieznacznie szła jej do góry.
Nocą zaczęło sie pianie. Emi pokazywała swoje niezadowolenie. Obraziła się na głaskanie, niczego nie chciała, nic ją nie bawiło, ale poźniej było słychać chrupanie w nocy. Wyszło więc jednak, że idzie na dobre, że już się tak nie boi jak zaraz po przyjeździe.
Fredzio kompletnie zignorował brak starych zapachów. Ba! Poczuł nawet, że tutaj jest mu tak samo dobrze. Blat w kuchni też nadaje się do spania i szperania, miska ciągle pełna chrupków, czego tutaj chcieć więcej? No może nowego zakątka w szafie, które Fredzio uważa już za swoje.
Emi w wynajdowaniu skrytek nie pozostaje w tyle. Otóż kanapa, która wydawało się, że jest wszedzie zszyta, ma jednak szparę do której wprawna kotka spokojnie sie wciśnie. Jest też w szafie taka przegródka, idealna przecież dla kota, z każdej strony otoczona deskami. Skrytka jest doskonała dla wystraszonego kotka. I oczywiście z łóżka to też można wskoczyć na górne półki w szafie przesuwanej, gdy tylko ta pozostanie przez nieuwagę otwarta. A nawet jesli nie jest otwarta to Emi łapką sobie i Fredkowi otworzy przecież.
Minęło kilka dni i futrzaki czują się coraz pewniej. Kity już w górze, choć nadal lekko płochliwe.
Sami też uczymy się wiele. Na przykład że w kuchni otwarte okno może zostać wykorzystane przez kociastych na spacery --- po dachu!! Raz przyłapałem tam Fredka. Na szczęście tylko wdychał chłodne wieczorne powietrze. Innym razem Emi już chciała zwiedzać sąsiedni teran z tarasiku bo nie zauważyłem, że zostawiłem uchylone wejście!! Oj bedziemy mieli jeszcze kilka miejsc do zabezpieczenia, ale to wkrótce, najważniejsze że nowe miejsce jest już po części zaaprobowane...

3 komentarze:

  1. fajnie, że blue para uznała nowe miejsce za godne mieszkania :)) czekamy na kolejne opowieści... a spacery po dachu - matko!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Fredek luzak jak zawsze, Emi - damulka z globusem ...
    Oj widac nie doceniłes inwencji kotów... spacery po dachu, wizyty u sasiadów :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję nowego miejsca na ziemi :)Fajnie, że kociaste też już je zaakceptowały.

    OdpowiedzUsuń