Ciąg dalszy dokocenia.
To raptem tydzień jak nasza rezydentka otrzymała od nas prezent, jakiego niekoniecznie pragnęła, a już kotulce zachowują się jak kumple.
Emi coraz bardziej przekonuje sie do
Fredzia, rozumie do czego TO małe jest i że z TYM czymś da się nawet bezpiecznie żyć. Nie ma już fukania, ni też syczenia. Są za to zabawy i gonitwy poranne. Dzisiaj rano mieliśmy gigantyczny pokaz szybkości i wymiany ciosów. Oko się aż raduje - telewizor zbędny.
Fredzio to niezwykle ciekawski kotek. Uwielbia polować na wszystko co jest mniejsze od niego. Obecnie na topie obok myszek są guziki wszelakiej maści (od poduszek, spodni, koszuli). Słowem pokaż guzik, spraw aby lekko drgnął na oczach
Fredzia, a potem pożegnaj się z guzikiem.
Polowanie odbywa się też na wszelkie sznurki na przykład od bluzy z kapturem, sznurowadła przy butach i inne podobne. Na szczęście
Fredzio nie gustuje w kabelkach lub nie wie, że je też można upolować.

Swoją ciekawością spowodował nawet, że część wąsów z prawej strony sfilcowała mu się przy końcówkach od świeczki. Przecież dziób w płomień trzeba włożyć.

W przypadku
Emi jednak mamy nadal oziębłość wobec nas. Jakiekolwiek oznaki czułości z jej strony to obecnie wyjątkowa rzadkość. Kiedyś chociaż przed zaśnięciem pojawiała się w sypialni, aby pougniatać pościel i wymusić trochę pieszczot. Teraz, od kiedy młody wyleguje się w naszych głowach, ona nie chce nawet próbować. Oddała łóżko bez walki.
Dziś rano przyszła na chwilę, kiedy to
Fredzio przeniósł się na parapet. Zaczęła ugniatać,
Fredzio to usłyszał, zaatakował i
Emi już nie było. Także w przypadku
Emi jej życie wywróciło się doszczętnie i teraz nie ma co spodziewać się tego jak było, a trzeba czekać nowego...

Do tego
Emi ofutrzyła się i mamy kłaki wszędzie. Pijesz herbatę i wyciągasz kłaka z ust, jesz obiad a do widelca przyklejony kłak itp.
Dywan cały niebieski. Ubierasz się i masz na sobie futro gratis. Ale co począć - na szczęście niedługo wiosna