środa, 15 kwietnia 2009

Fałdka dobrobytu ...

Wszystko zaczyna świetnie się układać. Emi właściwie tylko czeka na to gdy Fredek ją pogoni, a jak się już dopadna to tylko kłaki latają - albo co gorsze nasze nowe zasłonki.
W każdym bądź razie Emi widać polubiła Fredka, a ten natomiast polubił jedzenie. Wczorajsze ważenie wskazało jednoznacznie, że to co poczułem pod dłonią w okolicach podbrzusza Fredzia to zaiste piękna, muskularna FAŁDZIOCHA.
Młody waży juz 4.2kg, a Emi nadal trzyma formę 4.8kg. Dla niej obecność Fredka tylko pomaga utrzymać formę, ten natomiast ma gdzieś wszelkie konwenanse i jak tak dalej pójdzie to strach pomyśleć co za potwór nam wyrośnie :)

środa, 8 kwietnia 2009

Powrót

Powroty do domu są zawsze w jakiś sposób zaskakujące i zmiany jakie nastąpiły w znanych ci do tej pory kątach musisz po prostu zaakceptować.
Tak jak przypuszczałem Fredzio podrósł i to całkiem ładnie. Waży już 3.9 kg i stał się wzrostem już tylko o włos mniejszy od Emi. Koty zaakceptowały się całkowicie i jedynie gdy Emi dostanie napadu "wyższości" nad małym i na przykład kiedy wpadnie jej w łapki nowa myszka - wtedy potrafi przerażająco zawarczeć jak owczarek.
Do tego Emi już przestała się aż tak futrzyć i minęły jej problemy zdrowotne czego dowodem jest wzrost wagi do dumnych 4.8kg.
Panienka przeszła drobną zmianę na psychice także. Owa zmiana jakże istotną z mojego punktu widzenia dotyczy jej nastawienia dla dużych. W pierwszym momencie gdy mnie zobaczyła uciekła wystraszona, potem podeszła - obwąchała dokładnie, dopadła walizki otwartej i już potem w niej siedziała. Następnie - gdy zbierałem się do kupy po zmianie strefy czasowej - sama przyszła domagać się pieszczot wystawiając do dłoni brzusio włochaty, wciskając główkę pod rękę. Coś pięknego. To nie ta sama kotka. Zapewne coś podpatrzyła u Fredka. Na dodatek gdy dowiedziałem się, że pierwszy tydzień sterczała przy drzwiach między 18 a 19 (czas mojego powrotu do domu) to aż serce się raduje, bo jednak troszkę tam po kociemu tęskniła.
Fredek zaś od Emi nauczył się jak wskakuje się na blat w kuchni, a taka wiedza w połączeniu z jego upartością sprawia, że trzeba kotka zainteresować czymś innym, bo sam nie przestanie. Poza tym urwis stał się okropny. Nie możesz właściwie nic wykonać aby nie odganiać się od Fredzia. Ale czego się dziwić. Toć to przecież jeszcze dziecinka.





czwartek, 19 marca 2009

Do dwóch odlicz ...

Głucha noc, cicha noc. Starasz się zasnąć, ale nie możesz bo w pokoju obok trwa gonitwa. Stadko biegnie, słyszę trzeszczenie stołu, lekkie potem cięższe. Później cisza na moment i znowu lubudubu.
Nie wytrzymuje - wstaje, włączam światło i widzę Fredka z pękiem kłaków wokół pyska jakby miał brodę oraz tuż obok wytarmoszoną Emi. Koty patrzą na mnie - ja szukam głównego winowajcy hałasów.
Ponieważ żadne nie chce się przyznać chwytam w pół oboje i wyprowadzam z gościnnego - drzwi zamykam. Cieszę się, że już będzie spokój, ale nie. O nie! Fredek postanowił załatwić się w tym czasie. Ostatnio odwiedza kuwetę 2, a nawet 3 razy dziennie. Przemianę materii ma jak rakieta, a że każdy "zrzut odpadków" musi być dobrze zasypany, prace ziemne w kuwecie potrafią trwać dobrych kilka minut.
I słychać szur szur, potem trochę dreptania i znowu szur szur. Wstajesz więc w obawie przed dokopaniem się do sąsiada i wypraszasz gościa z kuwety, a samemu zaczynasz sprzątać. Nie wiem czy o tym pisałem, ale kociaste wybrały sobie jedną kuwetę na lżejsze sprawy, a drugą na pozostałe. Sprzątasz więc i sprzątasz i zdziwienie cię ogarnia, gdy zbiór twój staje się pokaźny i to nawet bardzo. Dobrze to, niech młody rośnie - toć to duży kocur ma być.

Emi stała się dziwna, inna.
Zaakceptowała Fredka w pełni jeśli brać pod uwagę to że przestała na niego fukać i warczeć, a nawet nie przeszkadza jej jego obecność podczas jedzenia. Mało tego, jak przystaje księżniczce wołowinkę należy dokładnie pogryźć. Fredek wyznaje zasadę z natury inną, jeśli wołowinka - to szkoda czasu na gryzienie. Dzięki takiej metodzie Fredek potrafi dosłownie wyrwać kęs z paszczy Emi, która nie zdążyła dokładnie przemielić w zębach swojego kawałka mięsa (a nóż widelec ktoś przemyca tabletkę).
Faktem pozytywnym jest, że wraca jej ciekawość którą zawsze się cechowała. Nawet pomagała w budowie skrzynki, choć częściej to można ją spotkać w pobliżu Fredzia. Tego zaś jeśli zapytasz się o ciotkę to zawsze głową wskaże kierunek gdzie należy jej szukać.
Szkoda, że moja panna nie chce stać się na kolankowa. Stała się natomiast większą indywidualistką niż była, aczkolwiek leży teraz na moim biurku czego nie robiła od czasu przyjazdu Fredka - czyżby się zmieniła?? Strach że za chwilę ucieknie nie pozwala mi w pełni cieszyć się z tego wydarzenia, a wkrótce mnie nie będzie - może zatęskni choć przez chwilę...