poniedziałek, 6 lutego 2012

Na przełaj ...

Mogę z łatwością wyróżnić dwa rodzaje porannego przejścia "trasy" na przełaj.
Pierwsze polega na brutalnym, równocześnie błyskawicznym przebyciu drogi z punktu A do punktu B. Metoda ta jest podatna na niestabilne podłoże lub nawet w krytycznym momencie potencjalną szansę porażki przebycia "trasy", gdy punkt oparcia poruszy się w trakcie i nie znajdzie się gdzie powinien. Przy swoich wadach metoda ta zapewnia jednakże najszybszy sposób przejścia trasy na przełaj z zachowaniem największej szansy powodzenia.
Druga metoda polega na powolnym, aczkolwiek systematycznym posuwaniu się na przód, każdorazowo badając podłoże. W swej teoretycznej przewadze metoda ta ma niestety tę wadę iż podłoże może nie wytrzymać ciężaru i przesunąć poruszający się obiekt z powrotem do punktu A co znacząco wydłuża czas przejścia "trasy" na przełaj. Bywa iż "trasę" należy wówczas pokonywać kilka razy lub całkowicie zmienić marszrutę ze względu na płynnie zmieniającą się trasę sfrustrowaną dociskaniem.

Na 90% sytuacji metodą numer jeden wybiera Emi, odwrotnie jest dla Fredka, trasa jest tym samym - czyli śpiącymi Dużymi na drodze do okien.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz