sobota, 2 maja 2009

Magazyn myszek ...

Jeśli sądzisz, że Twojemu kotu wystarczy tuzin myszek to jesteś w błędzie. Dzisiaj odwiedziliśmy sklep zoologiczny i z przerażeniem stwierdziliśmy, że w sumie to przez nasz dom przeszło już nie jedno stado, a horda myszek które raz rzucone po prostu znikają . W ciągu dnia Fredek jest w stanie "zbunkrować" nawet kilka myszek - futrzanych, szmacianych czy też gumowych. Każda mycha gdzieś ginie. Powiedziałem sobie NIE i przystąpiłem do szukania zaginionych w akcji gryzoni.
Większość miejsc mamy w sumie dobrze zabezpieczone, ale okazało się że jedno zaplecze szafy pokoju gościnnego było wolne! Trop był słuszny, tym bardziej że dostrzegłem jedną - najbardziej ulubioną myszkę Fredzia, którą dostał w wyprawce. Turkusowe szaleństwo.
Postanowiłem spalić kilka kalorii więcej i odsunąłem szafę. MOIM OCZOM ukazał się nieprawdopodobny widok. Znalazłem w sumie, 8 myszek, 2 kulki papieru, klamerkę i trochę kurzu! Radość mnie ogarnęła - na jakiś czas ilość myszek wystarczy na dłużej. :D
Przy okazji warto wspomnieć, że nowe myszki najpierw ogląda Emi. Fredek jak zwykle w gorącej wodzie kąpany stara się jej wyrwać myszkę groźnie machając łapkami przed jej pyskiem. Dzisiaj po raz pierwszy zobaczyłem jak Emi wymierza młodemu siarczystego "młotka" w głowę. Strzał z łapki Emi jest tak celny, precyzyjny i wymierzony siłowo, że młody po prostu przestaje się wygłupiać i czeka cierpliwie - wie że ciotka ma tendencję do zrzucania myszek ;)

Jeśli tak wyglądało pouczanie Dyźka przez Krysię - to ja mu naprawdę współczuje :)




Majówka ...

Jeśli należysz do grona osób, które lubią dłużej pospać a o godzinie 6 rano w sobotę i to w środku majowego weekendu jesteś na nogach, to może to oznaczać że zachciało Ci się podziwiać wschód słońca. Może też oznaczać tyle, że zapragnęliśmy od dzisiaj zainicjować wczesne wstawanie i po długim tygodniu pracy chcemy z radości rano pobiegać. Ale może jednak mając dwa duże koty wstałeś, bo nie da się zignorować hałasu przewracanego własnego dobytku. Jeśli na przykład twoja stojąca swobodnie lampa gruchnie odpowiednio mocno o parkiet i dodatkowo wystraszy Twoje koty, to paniczna ucieczka winowajców dokłada do rozgardiaszu różne przedmioty jak kubek czy też kosz na śmieci biurowe. I jeśli nie jesteś ze stali lub głuchy to wtedy NIE wstajesz, a wybiegasz z sypialni w nerwach, aby dochodząc do siebie z drżącą wargą sprawdzić co się stało. I widzisz wtedy za sobą - odważnym - jak ustawia się parka teraz już dzielnych urwisów, która uradowana tym że już wstałeś tak jak ty analizuje. Jeszcze z ogonami przy ziemi, jeszcze przez chwilę obserwują razem z Tobą te niby stare, ale w jakże ciekawej nowej aranżacji przedmioty. I gdy w końcu ocenią, że brak zagrożenia to z dumnie uniesioną kitą odchodząc bez słowa przeproszenia, bo "teraz to możesz sobie posprzątać, a potem chodź do kuchni i napełnij miseczkę". Potem siadasz wybity ze snu przy komputerze, a koty najedzone lądują na parapetach, bo "teraz możemy się nareszcie wyspać".


piątek, 17 kwietnia 2009

Matkowanie ...

Wczoraj zdębiałem.
Przetarłem oczy, a później nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem. Emi dnia wczorajszego podeszła spokojnym krokiem do wyciągnietęgo na dywanie Fredzia i zaczęła go lizać po głowie. Wcześniej się to już zdarzało, ale potem dotarła do uszek małego i tutaj również mycie. Emi robiła to tak pieczołowicie, że Fredzio nawet pisknął z dwa razy. Ciotka nie przestawała jednak, a nawet gdy młokos próbował ją zaczepiać w celu zabawy, ta strzałem z łapy w kudłatą głowę uspokajała delikwenta. Dociskała go wtedy do ziemi i kontynuoowała mycie.
Takiego czyszczenia to mam wrażenie, że Fredek dawno nie widział. Sądze nawet, że to co doświadczył oferowała mu wcześniej jedynie Olcia. Wtedy dostrzegłem i zrozumiałem, że Emi zachowuje się jak matka Fredzia. Nasza księżniczka po prostu poczuła instynkt macierzyński do malca i teraz jasne stało się dlaczego cały czas za nim łazi (właściwie to go nie opuszcza), pozwala mu się bawić jej zabawkami w jej zakamarkach - w tym czasie jedynie go obserwuje. Logiczne staje sie też to, że czułości to wystarcza jej tylko na jedno imię i jest to Fredek.
Słodkie, a za razem lekko kłujące.
Dobrze, że chociaż Fredek ma swej czułości tyle, że wsytarcza dla wszystkich i o każdej porze...