Większość miejsc mamy w sumie dobrze zabezpieczone, ale okazało się że jedno zaplecze szafy pokoju gościnnego było wolne! Trop był słuszny, tym bardziej że dostrzegłem jedną - najbardziej ulubioną myszkę Fredzia, którą dostał w wyprawce. Turkusowe szaleństwo.
Postanowiłem spalić kilka kalorii więcej i odsunąłem szafę. MOIM OCZOM ukazał się nieprawdopodobny widok. Znalazłem w sumie, 8 myszek, 2 kulki papieru, klamerkę i trochę kurzu! Radość mnie ogarnęła - na jakiś czas ilość myszek wystarczy na dłużej. :D
Przy okazji warto wspomnieć, że nowe myszki najpierw ogląda Emi. Fredek jak zwykle w gorącej wodzie kąpany stara się jej wyrwać myszkę groźnie machając łapkami przed jej pyskiem. Dzisiaj po raz pierwszy zobaczyłem jak Emi wymierza młodemu siarczystego "młotka" w głowę. Strzał z łapki Emi jest tak celny, precyzyjny i wymierzony siłowo, że młody po prostu przestaje się wygłupiać i czeka cierpliwie - wie że ciotka ma tendencję do zrzucania myszek ;)
Jeśli tak wyglądało pouczanie Dyźka przez Krysię - to ja mu naprawdę współczuje :)
To pouczanie trwa nadal :D
OdpowiedzUsuńAle super niebieskie kuli :)
Cieszę się bo zawsze Emi będzie tylko naśladować twoją pani K. :)
OdpowiedzUsuń